Od początku głównym przeznaczeniem Ośrodka w Grabniku było organizowanie spotkań, poświęconych studiowaniu Dharmy i medytowaniu. Zimą są to zwykle weekendowe kursy, prowadzone głównie przez Lamę Rinczena, któremu Tenga Rinpocze wyznaczył funkcję lamy-rezydenta, opiekującego się duchowym rozwojem Ośrodka. Latem staramy się zapraszać na takie spotkania wielkich lamów naszej tradycji. Zjeżdżają się wówczas setki buddystów z całej Polski, a niekiedy także z zagranicy.
Od razu pojawił się zatem problem, gdzie umieścić taką ilość ludzi. Początkowo na letnią świątynię zaadaptowaliśmy starą stodołę. Podłogę wykładało się słomą zdobytą u życzliwych sąsiadów i nakrywało folią. Nie było to zbyt komfortowe rozwiązanie - podłoże zawsze wychodziło nierówne, dach ciekł, a słoma szeleściła przy każdym ruchu - ale służyło przez dobrych kilka lat. Dostrzegaliśmy jednak potrzebę powstania dodatkowego budynku, który spełniałby funkcję lhakangu - buddyjskiej świątyni.
Tenga Rinpocze poparł ten projekt. 12 września 1998 r., w czasie swej kolejnej wizyty w Grabniku, Rinpocze powiedział: "W przyszłości z pewnością będziemy mieli wiele takich dużych kursów, jak ten, i wielu uczestników zarówno z Polski, jak i z innych krajów będzie musiało zmieścić się w lhakangu. Skoro więc zamierzamy organizować tu tak liczne kursy, nie będziemy robić tego ciągle w tych prowizorycznych warunkach, jakie teraz mamy. Powinniśmy postarać się o lepszą świątynię. Tak więc to naprawdę bardzo dla nas ważne, by mieć prawdziwy lhakang. [...]
Będziemy posuwać się z pracą w zależności od posiadanych środków: jeśli uda nam się uzbierać pieniądze na jeden filar, to zrobimy jeden, potem gdy starczy na drugi filar, to postawimy kolejny. I tak stopniowo będzie powstawać świątynia. Oczywiście, z powodu sytuacji materialnej, nie da się tego zrobić szybko, ale powinniśmy próbować. Proszę was wszystkich, byście w tym pomogli."
Od tej chwili zaczęły się konkretne przygotowania do budowy. Niestety, zanim projekt architektoniczny został ukończony, zmieniły się lokalne władze. Przestały obowiązywać wcześniejsze zapewnienia, że dostaniemy pozwolenie na planowaną inwestycję, umiejscowioną w obrębie siedliska na terenie działki rolnej. Poinformowano nas, że nasz projekt wymaga dokonania zmian w planach zagospodarowania przestrzennego, czyli tak zwanego "odrolnienia gruntów". Miało to zająć zaledwie kilka miesięcy, tymczasem pojawiły się przeszkody, na które nie mieliśmy wpływu, i w efekcie proces ten trwał kilka lat. Decyzję o zmianie przeznaczenia gruntów otrzymaliśmy dopiero pod koniec 2004 roku.
W tym czasie życie pokazało, że pierwotny projekt nie będzie spełniał realnych potrzeb Ośrodka, przemianowanego w 2005 roku na "Centrum Buddyjskie Karma Kamtzang". Ponadto na jesieni 2001 roku, dzięki ofiarności członków i sympatyków Związku, udało się kupić wielki namiot, który odtąd służy jako letni lhakang. To również zmieniło spojrzenie na planowaną budowę. Teraz najpilniejsze okazało się nie miejsce, gdzie będą się odbywać wykłady Dharmy, lecz zaplecze socjalne. Wiele osób skarżyło się na trudne warunki bytowe podczas kursów, szczególnie na stan toalet i łazienek.
W końcu, po kilku rozmowach z Tengą Rinpoczem, powstała zupełnie nowa idea. Obecny projekt przewiduje, że będziemy iść naprzód etapami, zaczynając od najbardziej potrzebnego budynku z zapleczem socjalno - bytowym (stołówka, sanitariaty, pokoje mieszkalne i biuro). Dla takiego właśnie budynku uzyskaliśmy w listopadzie 2004 roku formalne pozwolenie na budowę.
Rozpoczynamy budowę
I tak oto, we wrześniu 2005 roku, długo oczekiwana budowa nareszcie ruszyła. Najpierw trzeba było oczywiście przygotować teren. Na pierwszy ogień poszła jedna z przybudówek, w lokalnym żargonie zwana "Frącówką". Na zdjęciu można ją zobaczyć, jak leży w gruzach - to głównie dzieło Chopina. Zmuszeni też byliśmy wyciąć gruszę i jabłoń, z których korzeniami koparka miała trochę roboty. Potem Sławek Taszkun, nasz nadzorca budowlany, wytyczył oś budynku. Dalej nastąpił szereg skomplikowanych prac, które najlepiej prześledzić na załączonych zdjęciach.
Trzeba przyznać, że brać buddyjska wspaniale się mobilizuje, gdy przyjdzie potrzeba. Oprócz ekipy zawodowców w prace zaangażowali się wszyscy mieszkańcy Centrum (nawet ci "umysłowi"), a także wezwany na pomoc naród buddyjski, który przybywał z odsieczą nie tylko z Warszawy, ale i z całkiem odległych miejsc, na przykład z Lublina. Wszystkim gorąco dziękujemy!
|
|