Warszawa, 10 maja (środa)
Południe. Jego Świątobliwość, po krótkiej konferencji prasowej, opuszcza budynek lotniska na Okęciu. Witają go reprezentanci Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, na której zaproszenie przyjechał do Polski, oraz liczna grupa polskich buddystów, trzymających kataki i kwiaty. Jego Świątobliwość podchodzi do oczekującego go szpaleru, by przywitać się ze wszystkimi, a następnie zostaje przewieziony do rządowej rezydencji, w której będzie mieszkał przez najbliższe dni.
Już od pierwszej chwili Jego Świątobliwość okazuje się trudnym gościem dla panów zajmujących się jego ochroną osobistą. W drodze z lotniska nie chce zająć wyznaczonego mu miejsca na tylnym siedzeniu samochodu. Siada obok kierowcy, pozostawiając swej ochronie miejsce dla VIP-ów. Ciekawy świata i ludzi, nie zamierza ich oglądać zza pancernej szyby - otwiera więc okno, mimo gwałtownych protestów ochrony. Interesują go też liczne przyciski i pokrętła w samochodzie. Gdy zaczyna się bawić gałkami regulującymi temperaturę w wozie, zaskoczony kierowca sądzi, że może Jego Świątobliwość zmarzł, i wyłącza klimatyzację, ale Dalajlama zaraz sam uruchamia ją ponownie. W chwilę potem znów wprawia w zakłopotanie ochronę. Wiadomo, że gość tej rangi nie opuszcza samochodu, póki oficer z ochrony osobistej nie otworzy mu drzwi, upewniwszy się wcześniej, że na zewnątrz nie czyhają żadne niespodzianki. Jednak Jego Świątobliwość nie lubi być obsługiwany. Dlatego ku utrapieniu swych opiekunów sam otwiera drzwi limuzyny. W ciągu najbliższych dni stanie się to nawet rodzajem gry: gdy tylko samochód się zatrzymuje, rozpoczyna się wyścig, kto pierwszy chwyci za klamkę - Dalajlama od wewnątrz, czy ochrona z zewnątrz. Często towarzyszą temu wybuchy śmiechu z obu stron.Trzeba jednak podkreślić, że podczas całej wizyty, nie licząc tych drobnych urozmaiceń ze strony Jego Świątobliwości, współpraca z ochroną układa się doskonale.
11 maja (czwartek)
Rano, jeszcze w rezydencji, spotkanie z grupą dziennikarzy. Potem czcigodny gość wraz z całą świtą, składającą się z trzech mnichów tybetańskich, osobistego sekretarza, reprezentanta Dalajlamy na Europę Wschodnią, dwóch tybetańskich agentów ochrony osobistej i reprezentantów Polskiej Unii Buddyjskiej, udaje się na godzinne spotkanie do studia im. Agnieszki Osieckiej w radiowej Trójce. Rozmowa dotyczy zarówno aktualnej sytuacji Tybetu, jak i spraw duchowych. Zresztą w przypadku Jego Świątobliwości trudno byłoby te dwie rzeczy rozgraniczyć. Dziennikarze pytają nieraz, czy uważa się on bardziej za polityka czy bardziej za osobę duchowną. Dalajlama proponuje wówczas, by sami to ocenili na podstawie własnych obserwacji. Dodaje jednak, że przynajmniej osiemdziesiąt procent czasu i energii poświęca spełnianiu swych obowiązków mnicha i nauczyciela buddyjskiego. W czasie rozmowy w Trójce pada między innymi pytanie, czy Jego Świątobliwość potrafi wybaczyć Chińczykom. Dalajlama odpowiada bez wahania: "Oczywiście!". Po czym dodaje, że nienawiść jest bardzo negatywnym uczuciem, które w żaden sposób nie rozwiązuje problemów, co możemy wyraźnie zobaczyć także na własnym, europejskim podwórku, choćby na przykładzie Bośni.
Szczególnie chętnie i wyczerpująco Jego Świątobliwość odpowiada na pytania ojca Jana Berezy. Ojciec Bereza, przeor klasztoru benedyktynów z Lubinia, doradca Europejskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, dąży do podejmowania dialogu z innymi wyznaniami. Szczególnie blisko związany jest ze środowiskiem buddyjskim. Inicjuje wzajemną wymianę doświadczeń, a w swej pracy duszpasterskiej propaguje między innymi przeniesienie pewnych elementów medytacji buddyjskiej na grunt chrześcijański.
Ze studia kolumna samochodów z Jego Świątobliwością i wszystkimi osobami towarzyszącymi jedzie do parlamentu. Wizyta rozpoczyna się od spotkania z marszałkiem Sejmu Maciejem Płażyńskim oraz z Marszałkiem Senatu Andrzejem Chronowskim. Po wpisie do księgi pamiątkowej Senatu - obiad z marszałkiem Sejmu i przedstawicielami różnych klubów parlamentarnych.
Wchodząc do sali, gdzie ma się odbyć spotkanie z parlamentarzystami, Jego Świątobliwość znienacka zbacza z trasy wytyczonej mu przez ochronę, rusza w kierunku premiera Tadeusza Mazowieckiego i ściska go serdecznie, mówiąc: "Witaj, mój stary przyjacielu!".
Podczas wykładu w sejmie Dalajlama mówi o sprawie autonomii dla Tybetu, a także o wadze harmonii i wzajemnego szacunku pomiędzy religiami. Odpowiadając na jedno z pytań, Jego Świątobliwość wyjaśnia, że we wszystkich krajach, które odwiedza, zachęca ludzi, by kultywowali własną, rodzimą tradycję religijną, bowiem najlepiej jest trwać przy wierze, którą przesiąkło się od dziecka. Jednak wszędzie na świecie zdarzają się ludzie, którzy czują, że ojczysta religia nie odpowiada ich skłonnościom i nie czują się w niej najlepiej. Spotykają inne wyznanie, które bardzo ich inspiruje. W takim przypadku, po głębokim namyśle ktoś może zmienić religię i jeśli takie rozwiązanie naprawdę mu służy, to nie ma w tym nic nagannego. Pada też pytanie, dlaczego nigdy nie mówi się nic o tybetańskich kobietach, czyżby ich w ogóle nie było? Jego Świątobliwość śmieje się i odpowiada żartem, że owszem, w jego ojczyźnie nie ma kobiet, a Tybetańczycy spadają z nieba. Następnie, już na serio wyjaśnia, że naród tybetański był głęboko przesiąknięty religią buddyjską i dlatego, w porównaniu z Chinami czy Indiami, sytuacja kobiet w Tybecie była o wiele lepsza. Nieraz też zdarzało się, że piastowały one bardzo wysokie stanowiska w hierarchii duchownej.
Następnie, w sali Klubu AWS - spotkanie z Parlamentarnym Forum na Rzecz Tybetu. Obecni są: przewodniczący AWS, Marian Krzaklewski, który podarowuje Dalajlamie Konstytucję 3 Maja oraz flagę Solidarności, a także Andrzej Potocki, Jerzy Wierchowicz, Wiesław Walendziak, Jacek Rybicki i inni.
Po krótkim odpoczynku - prywatne, prawie półgodzinne spotkanie z premierem Buzkiem. Późnym popołudniem zaś wizyta w mieszkaniu Jacka Kuronia. Wśród zgromadzonych tu gości są: premier Mazowiecki, minister Geremek, Marek Edelman (ostatni żyjący przywódca powstania w Getcie), Adam Michnik, a także kilku innych wybitnych polskich intelektualistów. Andrzej Wajda przez cały czas spotkania szkicuje portret Jego Świątobliwości. Gospodarz zaprosił także przedstawicieli polskiego buddyzmu. Dalajlamę witają dzieci i młodzież, których obecność ma duży wpływ na charakter spotkania. Jego Świątobliwość niejednokrotnie zwraca się właśnie do nich. Także dorośli mają okazję podzielić się swymi refleksjami. Wielu z nich nurtuje pytanie: czy po dziesięciu latach funkcjonowania w nowym układzie społecznym, możemy powiedzieć, że staliśmy się naprawdę lepszymi ludźmi? Dalajlama zwraca uwagę na fakt, że w tej chwili w Polsce duży nacisk kładzie się na rozwój materialny, co jest zupełnie zrozumiałe. Upomina jednak, że jest to ostatni moment, by uświadomić sobie, iż nie wolno zapominać o wartościach duchowych i moralnych. Bez nich bowiem więcej stracimy niż zyskamy na zachodzących przemianach. Jak zapobiec niebezpieczeństwom, jakie niesie ze sobą konsumpcyjny styl życia? Jego Świątobliwość doradza, by szczególny nacisk położyć na kształcenie młodego pokolenia, na wychowywanie młodzieży w duchu tradycyjnych wartości. Edukacja i dobre serce muszą iść ze sobą w parze. "Pusta głowa, gorące serce - niezbyt skuteczne połączenie; pełna głowa, puste serce - zdarza się, katastrofalne". Nowoczesny system edukacyjny zaniedbuje świat umysłu. Tymczasem wszyscy - rodzina, nauczyciele, media, przywódcy polityczni, kręgi gospodarcze - wszyscy powinni sobie uświadomić, że to na nich spoczywa odpowiedzialność za przyszłość ludzkości [zob. też http://www.hfhrpol.waw.pl/Tybet/ukuronia.htm].
12 maja (piątek)
Rano Jego Świątobliwość rozmawia z Tybetańczykami studiującymi w Polsce. Podczas poprzedniej wizyty Dalajlamy, siedem lat temu, politycy oraz przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka pytali, jak praktycznie mogą pomóc Tybetowi. Jego Świątobliwość odparł wówczas, że dobrze byłoby umożliwić studiowanie w Polsce kilku młodym Tybetańczykom, bowiem wykształcenie jest czymś niezwykle ważnym dla przetrwania narodu. W wyniku tych rozmów udało się zorganizować stypendia dla kilku tybetańskich studentów, którzy dziś z doskonałymi wynikami zbliżają się do końca studiów.
Następnie Jego Świątobliwość spotyka się z działaczami Polskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Tybetu. Mówi między innymi o tym, że praca na rzecz Tybetańczyków i Tybetu tak naprawdę jest pracą na rzecz sprawiedliwości.
Pod koniec spotkania Lama Rinczen w imieniu Polskiej Unii Buddyjskiej wyraża prośbę, by Jego Świątobliwość przy następnej wizycie poświęcił więcej czasu społeczności buddyjskiej w Polsce. Dalajlama godzi się na to i obiecuje w przyszłości cykl nauk dla buddystów.
Kolejnym punktem programu jest konferencja prasowa w PAI. Jego Świątobliwość mówi między innymi o harmonii i wzajemnym porozumieniu w swych kontaktach z papieżem Janem Pawłem II. Zapytany o wizję przyszłości i nadzieję na XXI wiek, wymienia kilka przesłanek, na których opiera swój optymizm. Na początku stulecia ludzie wierzyli, że wojna jest jedynym sposobem rozwiązywania konfliktów - teraz zaczyna się to zmieniać. Podjęto kroki na rzecz rozbrojenia jądrowego, rozpadają się systemy totalitarne, niegdyś dominujące. Jest jeszcze coś: po okresie wyraźnie dającego się odczuć schyłku religijności, widać pojawiającą się znów w ludziach potrzebę głębszej duchowości.
Dalajlama cały czas podkreśla, że nie jest wrogo nastawiony do Chin i że nie walczy o oderwanie Tybetu od Chin, a jedynie pragnie jego autonomii. Najbardziej niespodziewanym punktem konferencji są ostatnie chwile spotkania: Jego Świątobliwość zauważa w tłumie dziennikarzy ekipę Chińczyków i prosi ich o zadanie pytania. Kiedy ci, spuściwszy głowy, milczą zmieszani, Dalajlama zwraca się do nich: "Skoro nie macie pytań, to przynajmniej zdajcie Pekinowi bardzo dokładne sprawozdanie; dosłownie powtórzcie wszystko, co tutaj mówiłem. Bowiem przyczyną wszystkich naszych problemów i nieporozumień jest właśnie niewiedza i zbytnia podejrzliwość".
Okazuje się, że nie jest to jednak koniec "sprawy chińskiej" na ten dzień. Po wyjściu z konferencji Jego Świątobliwość dostrzega dziennikarską ekipę na ulicy i rusza w ich kierunku. Zaskoczeni Chińczycy próbują uciec, ale Jego Świątobliwość dogania ich, obejmuje ramieniem i nazywając swymi przyjaciółmi, uśmiecha się do nich, pozując do wspólnej fotografii Zbiega się tłum dziennikarzy - idą w ruch kamery, błyskają flesze. Po minie jednego z chińskich dziennikarzy można poznać, że z trudem wstrzymuje się od płaczu. Kolejny punkt programu to wizyta w więzieniu przy Rakowieckiej. W czasach PRL-u osadzano tu więźniów politycznych i dokonywano licznych egzekucji. Zwiedzanie obiektu Jego Świątobliwość rozpoczyna od sali, w której w czasach stalinowskich zapadały wyroki polityczne. W grupie oprowadzających osób, prócz najwyższych władz więziennictwa polskiego, znajdują się także działacze podziemia stanu wojennego, którzy sami byli tu niegdyś "pensjonariuszami". Dalajlama prowadzony jest przez kompleks budynków więziennych, a na jego twarzy widać ogromne wzruszenie i głębokie współczucie. Spotykając się z więźniami, mówi, że w każdym z nas jest dobra i zła strona. Życzy im, by ta dobra strona wzięła w nich górę, by pamiętali, że nie zostali wyłączeni ze społeczeństwa i dobrze wykorzystali czas pozbawienia wolności. Ściska ich serdecznie jak braci i pozuje do wspólnych zdjęć. Odwiedza też więzienny oddział leczenia alkoholizmu, rozmawiając z więźniami o szkodliwości nadużywania alkoholu. Ogląda również część gmachu, w której osadzani byli niegdyś więźniowie polityczni. Następnie, w towarzystwie prezydenta Warszawy, Pawła Piskorskiego, składa kwiaty pod tablicą upamiętniającą więźniów zamordowanych przez UB.
Po południu Jego Świątobliwość gości w Trybunale Konstytucyjnym, zaproszony przez jego prezesa prof. Marka Safjana. Mówi o historii rozwoju prawodawstwa w Tybecie, podsumowując ze swym ujmującym poczuciem humoru, że obowiązujących podstawowych szesnastu reguł nie wymieni, bo ich nie pamięta, a w ogóle to i tak nikomu na sali ten wywód do niczego się nie przyda. Potem, odpowiadając na pytania z sali, Dalajlama porusza takie tematy, jak problem motywacji, która czyn z pozoru pozytywny może przemienić w negatywny; potrzeba zachowania współczucia dla sprawcy, niezależnie od sprzeciwu wobec jego negatywnych czynów; a także kwestia wielkiej ostrożności, jaką musimy zachować w tak delikatnych sprawach, jak eutanazja, gdzie każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie i baczyć, by nie przekroczyć cienkiej granicy między współczuciem dla cierpiącego, a aktem agresji związanym z pozbawieniem kogoś życia.
O godzinie piętnastej w kościele pod wezwaniem św. Brata Alberta, na pl. Teatralnym ma miejsce międzyreligijne spotkanie, połączone ze wspólną modlitwą. Imprezę organizuje Duszpasterstwo Środowisk Twórczych wraz z Polską Unią Buddyjską. W imieniu społeczności buddyjskiej występuje Jego Świątobliwość Dalajlama. Prócz tego przemawiają i recytują swe modlitwy przedstawiciele: Kościoła katolickiego - ks. dr Wiesław Niewęgłowski, cerkwi prawosławnej - ks. prof. Henryk Paprocki, protestantyzmu - ks. prof. Zachariasz Łyko, judaizmu - Honorowy Przewodniczący Związku Gmin Żydowskich, Paweł Wildstein i islamu - Imam Mahomed Taha Żuk. Mówcy modlą się o pokój, porozumienie między religiami, a także o wolność dla udręczonego narodu tybetańskiego. W spotkaniu bierze udział wielu wybitnych intelektualistów i dziennikarzy. Na koniec, w całkowitej ciszy następuje chwila religijnego skupienia i indywidualnej modlitwy, po czym reprezentanci różnych religii udają się na krótką rozmowę na zapleczu.
Wieczorem na Uniwersytecie Warszawskim Jego Świątobliwość ma wygłosić wykład, zatytułowany "Etyka na nowe tysiąclecie". Sala pęka w szwach. Do Audytorium Maximum udaje się upchnąć około dwóch tysięcy osób, zaś niemal drugie tyle słucha wykładu na zewnątrz. Dalajlama rozbraja wszystkich swym niezwykłym poczuciem humoru. Na zakończenie odbywa się niezwykła ceremonia. Polskie dzieci postanowiły wręczyć Jego Świątobliwości Order Uśmiechu. Po uroczystym zaprzysiężeniu Dalajlama, zgodnie z ceremoniałem, wypija szklankę soku z cytryny, po czym promiennie się uśmiecha. Można tylko podziwiać tę niezmienną pogodę ducha, serdeczność i cierpliwość, które nie opuszczają Jego Świątobliwości nawet po tak pracowitym i męczącym dniu.
13 maja (sobota)
Dochodzi ósma rano. Po trzydziestostopniowych upałach nagle w nocy chwycił przymrozek. Na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego gromadzą się drżący z zimna polscy buddyści. Nie narzekają; są szczęśliwi, że Jego Świątobliwość w swym szczelnie wypełnionym harmonogramie zajęć, znalazł czas także dla nich. To spotkanie organizuje Związek Buddyjski Tradycji Karma Kamtzang z ramienia Polskiej Unii Buddyjskiej. Szczególnie grupa warszawska ma pełne ręce roboty, ale sprawdza się na medal. Tym razem dostają się do środka wszyscy zainteresowani - dobrze ponad tysiąc pięćset osób. Są tu praktykujący ze wszystkich tradycji, zarówno buddyzmu tybetańskiego, jak i buddyzmu zen. Wszak Jego Świątobliwość to wielki duchowy autorytet, uznawany przez cały buddyjski świat. Pojawia się też spora grupa Mongołów, dla których buddyzm jest religią ojczystą i którzy, jak powie za chwilę Dalajlama, są dla Tybetańczyków niczym bracia-bliźniacy.
Parę minut po ósmej Jego Świątobliwość zasiada na ogromnym, specjalnie na tę okazję wykonanym tronie. Piękny i klarowny wykład dotyczy podstaw praktyki i filozofii buddyjskiej. Jego Świątobliwość podkreśla, że szczególnie ważną rzeczą jest słuchanie i studiowanie nauk, bez tego bowiem nie da się dobrze medytować. Czas goni, harmonogram okazuje się jak zwykle napięty, braknie więc czasu na pytania i na planowane wspólne zaśpiewanie modlitwy o długie życie Jego Świątobliwości. Lama Rinczen ledwie zdąży przekazać krótkie podziękowanie w imieniu buddyjskiej społeczności.
Jeszcze tylko spotkanie z pracownikami Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i oficjalna część wizyty w Warszawie dobiega końca. Teraz Jego Świątobliwość żegna się serdecznie z tymi, którzy uczestniczyli w przygotowaniach oraz pracowali w trakcie tej wizyty; dziękuje oficerom ochrony osobistej i całej obsłudze rezydencji. Pracownicy obsługi są głęboko poruszeni, mówią, że nie mieli dotąd takiego gościa, który wszystkich traktowałby jednakowo, z życzliwym zainteresowaniem i szacunkiem, niezależnie od tego, czy jest to premier czy pokojówka.
W południe Jego Świątobliwość wylatuje z Warszawy do Szczecina, gdzie zatrzyma się na kilka godzin. Na miejscu wita go wojewoda szczeciński, władze miasta, arcybiskup. Całe miasto świętuje tę wizytę. Na trasie przejazdu ulice zostają zamknięte. Dalajlama witany jest słowami: "W zeszłym roku mieliśmy zaszczyt gościć Ojca Świętego, a w tym roku Waszą Świątobliwość..." Na otwarte spotkanie na Zamku Książąt Pomorskich przychodzi kilka tysięcy ludzi.
Wkrótce potem Jego Świątobliwość wyjeżdża z Polski. Jednak emanujące zeń, w każdej sytuacji i w każdej chwili, promienna radość, życzliwość i dobroć, pozostawiają trwałe piętno na wszystkich, którzy się z nim zetknęli. Zatem wyczekując następnej wizyty, mamy jednocześnie poczucie, że tak naprawdę Dalajlama nas nie opuścił, bowiem wciąż obecny jest w naszych sercach. |

Jego Świątobliwość Dalajlama wśrod członków naszego Centrum
|