Modlitwy dobrych życzeń

 
          tekst i zdjęcia: Artur Cieślar

Od kilkunastu lat w Bodh Gai, na przełomie roku, odbywa się wielka uczta duchowa - Kagju Mynlam. Lamowie i mnisi z Indii, Nepalu, Bhutanu i innych zakątków Azji, zjeżdżają się, by modlić się o szczęście i pomyślność dla wszystkich istot.

Lot do Delhi, a dalej do Patny, skąd można już jeepem przejechać do Bodh Gai, zajmuje tyle czasu, ile potrzeba na uporządkowanie siebie samego, ochłonięcie z naszej europejskiej gonitwy za... i osadzenie się w zupełnie innej rzeczywistości Indii, gdzie czas, niby ten sam, płynie całkiem inaczej.

Niecierpliwie czekamy wszyscy w świątyni na przyjście J.Ś. Gjalła Karmapy, Ogjena Drodula Trinle Dordże. Za chwilę wejdzie. Drzwi jeszcze zamknięte po chwili uchylają się. Przez szpary wnika strumień złocistego światła. Dwóch starszych lamów uchyla je jeszcze bardziej. Postać Karmapy staje się coraz bardziej wyraźna. Jest ogromny jak słońce. W czerwonych szatach z czerwoną czapką kagjupów prezentuje się królewsko. Pełen mocy przechodzi pomiędzy szpalerem lamów. Słychać czyjeś łzy. - to był sen, jaki powtórzył mi się w Katmandu trzykrotnie, w klasztorze Tengi Rinpoczego w 1996 roku. Pragnąłem wtedy pojechać do Tybetu i zobaczyć Tego, o którym mówi się, że jest Żyjącym Buddą, ucieleśnieniem wszystkich aktywności Buddy. Tenga Rinpocze powiedział, by potraktować te sny jak błogosławieństwo i odradził podróż na Dach Świata.

- We śnie czy na jawie, błogosławieństwo ma zawsze taką samą moc - tłumaczył.

Pamiętam jak zastanawiałem się, czy uda mi się kiedyś zobaczyć Karmapę. W sposób całkiem naturalny uważam, że umrzeć można w każdej chwili. Podziwiam ludzi, którzy robią plany na wiele lat do przodu. Ja najwyżej na rok. Nie miałem żadnej pewności, że Go zobaczę, usłyszę, doświadczę w tym życiu, tym świecie.

Tym bardziej czułem się szczęśliwy docierając do Bodh Gai w grudniu 2004 roku. Wraz z setkami mnichów i lamów tybetańskiej linii kagju, wraz z praktykującymi nauki Buddy osobami świeckimi ze wszystkich stron świata, miałem wziąć udział w ośmiodniowej uczcie duchowej nazywanej Kagju Mynlam Cienmo. I to przy stupie Mahabodhi, u stóp drzewa, pod którym Budda Siakjamuni medytował i osiągnął Przebudzenie ponad 2500 lat temu. Na świętej ziemi Indii. W obecności samego Karmapy.

Na lotnisku w Patnie okazało się, że będę dotrzymywał towarzystwa matce Kalu Rinpoczego - lamy, dzięki któremu Dharma Buddy trafiła kiedyś na Zachód. Podczas ponad trzygodzinnej podróży jeepem opowiadała o swoim cudownym dziecku, od poczęcia po dzień dzisiejszy. Okazała się czarującą osobą. Po drodze mijaliśmy nędzę Biharu - najbiedniejszego stanu w Indiach. Na polach, jak w głębokim średniowieczu, orka z radłem ciągniętym przez bawoły. Na drogach wozy na drewnianych kołach leniwie przetaczały się pomiędzy stadami kóz, baranów i psów.

Bodh Gaja bardzo się zmieniła od czasu kiedy przyjechałem tu po raz pierwszy siedemnaście lat temu. Hotele, gościńce, nowe klasztory, świątynie, sklepy, targowiska wprowadziły tutaj element miejskości. Nędza, brud, spaliny, tłumy żebraków, stada chorych i wynędzniałych psów - nie zniknęły. Ponad 30 metrowy posąg Buddy - kopia japońskiego z Kamasury - niewątpliwie zdobi tę mieścinę. Jednak to Świątynia Mahabodhi - ogromna stupa - stanowi centralny punkt. Tutaj ściągają rzesze pielgrzymów ze wszystkich tradycji buddyjskich. Święto modlitw zaczynało się nazajutrz, ale jeszcze tego samego dnia miał przyjechać JŚ Karmapa. Wszyscy czekali niecierpliwie. Zatrzymał się w klasztorze Sziecien - oazie czystości, zieleni i dobrego smaku.

Modlitwy zaczynały się wczesnym rankiem. Bodh Gaję spowijała jeszcze ciemność. Żebracy śpiący na łachmanach budzili się, gdy my przekraczaliśmy bramę świątyni. A psy kładły się spać po nocnym ujadaniu. Sprzedawcy świeżo zebranych kwiatów lotosu, tybetańskich kadzideł, białych jak śnieg kataków, mal z drzewa bodhi, gromadzili się tłumnie i nachalnie zaczepiali - bo takie święto stwarza okazję do dobrych interesów. Tego roku JŚ Karmapa poczynił wiele zmian - można powiedzieć, że zreformował Kagju Mynlam. Wszystkim mnichom kupił maty medytacyjne, poduszki, peleryny, mnisie szaty, a także tradycyjne miski żebracze, z jakimi sangha Buddy wędrowała przed tysiącami lat i prosiła o jałmużnę. Jednak prawdziwym zaskoczeniem była rezygnacja Karmapy z siedzenia na tronie. Najwidoczniej nie chciał odróżniać się od innych, wolał mieć bezpośredni, naturalny kontakt. Wraz z innymi lamami i Rinpoczami siedział pośrodku, na nieco tylko wyższej poduszce. Sangha siedząca w równych rzędach wyglądała zachwycająco. Świeccy siedzieli nieco w tyle. Karmapa co jakiś czas oglądał się za siebie, jakby chciał się upewnić czy wszystko przebiega zgodnie z Jego życzeniem. Trzymał dyscyplinę! Po prawicy Karmapy siedział młodziutki jeszcze Dziamgon Kongtrul Rinpocze, a po lewej stronie Jangsi Kalu Rinpocze - 14 latek nieustępujący wzrostem Karmapie. W dwóch pierwszych rzędach siedziało kilkudziesięciu innych Rinpoczów, pośród których łatwo było dostrzec sylwetkę Namse Rinpoczego.

Po drugiej sesji, która kończyła się o jedenastej, Karmapa udawał się do świątyni, gdzie czekał już na Niego tłum Tybetańczyków i zachodnich uczniów spragnionych błogosławieństwa. Ze względów bezpieczeństwa każdy był dokładnie sprawdzany i przechodził przez bramkę magnetyczną. Kolejka ustawiała się pod bocznym wejściem do świątyni i oczekiwała na audiencję, która polegała na sprawnym przejściu przed Karmapą, otrzymaniem od Niego sznureczka z węzłem błogosławieństwa, a dalej, od Jego asystenta, drogocennych pigułek wypełnionych energią długiego życia. To był elektryzujący moment. A Karmapa wydawał się wielki jak góra, promienny. Jego twarz wyrażała szacunek, uważność, zaangażowanie w to, w czym uczestniczy - w proces prowadzenia innych na ścieżce do Oświecenia. Czuło się wyjątkowość tego wydarzenia. Przed świątynią wiele osób wykonywało pokłony w kierunku Jego Świątobliwości. Wielu Tybetańczyków miało łzy w oczach. Dla tych ludzi, pozbawionych ojczyzny, Karmapa jest najbardziej drogocennym skarbem, jedynym poza Dalajlamą autorytetem, Klejnotem Spełniającym Życzenia - jak sami mówią.

Po obiedzie Karmapa wracał pod stupę i przez dwie godziny nauczał mnichów. Kontynuował omawianie Klejnotowej Ozdoby Wyzwolenia Gampopy, które to nauki rozpoczął trzy lata temu. Z oczywistych powodów nie tłumaczono ich na angielski. Dało się jednak wyczuć, że mnisi otrzymywali także ważne wskazania, zwłaszcza te dotyczące dyscypliny i ślubowań - kiedy Jego Światobliwość zwracał się do nich gromkim tonem, wielu mnichów spuszczało oczy, a siedzący w tyle Tybetańczycy uśmiechali się pod nosem. O piętnastej trzydzieści rozpoczynała się ostatnia sesja modlitw, przedtem jednak Karmapa schodził z tronu i udawał się na tzw. małą korę - tj. okrążanie stupy Mahabodhi zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wtedy my, zachodni uczniowie, mieliśmy okazję spotkać Go całkiem blisko, zrobić upragnione zdjęcia. A o to nie było łatwo tego roku. Na życzenie Karmapy ograniczono ilość fotografów mających do Niego dostęp podczas uroczystości.

Pod koniec ostatniej sesji śpiewano modlitwy do Strażników. Przede wszystkim do Mahakali. Wzruszająca była również nowa melodia do Modlitwy o Pomyślność ułożona przez samego Karmapę na okazję tego Kagju Mynlam. Zapadała ona głęboko w serce.

Wieczorem w lhakangu Sziecien, JŚ Karmapa rozpoczął ośmiodniowy kurs dla zachodnich uczniów. Wszyscy z niecierpliwością ustawialiśmy się przed wejściem do świątyni na długo przed dziewiętnastą - ta sama procedura bezpieczeństwa. Każdy oczywiście pragnął zająć miejsce jak najbliższe Karmapy. Jego Świątobliwość przybył punktualnie - zauważyłem, że przywiązuje do tego ogromną wagę. Dyskretnie pozdrowił wszystkich ukłonem i zasiadł na fotelu przykrytym czerwonymi brokatami. Słuchaliśmy nauk na temat Siedmiopunktowego Treningu Umysłu - Lodziong. Karmapa zwrócił nasza uwagę na drogocenność czasu w naszym życiu. Podkreślił, jak ważne są działania, które podejmujemy w każdym momencie naszego życia. Działania, które mogą się obrócić w dobro albo zło. Mówił o poczuciu odpowiedzialności z tym związanym. O tym, co jest szlachetne i celowe, a co nie przynosi korzyści i jest szkodliwe.

Dni mijały w tym samym rytmie, wyznaczonym sesjami modlitewnymi przy stupie Mahabodhi. Każdego ranka wschodziło słońce, każdego ranka widzieliśmy jaśniejącą twarz Karmapy. Drugiego dnia, każdy kto chciał mógł wraz z mnichami przyjąć ślubowania sodziong - takie same, jakie przyjmuje się podczas praktyki postnej njungne. Tym samym mnisi, ale także wiele osób świeckich, zobowiązywało się do półdniowego postu na okres trwania Kagju Mynlam. A pierwszy posiłek wraz z Karmapą spożywali ze swoich misek żebraczych, podobnie jak niegdyś czynili to mnisi żyjący w lasach wraz z Buddą Siakjamunim. Gelongowie - mnisi, którzy przyjęli wszystkie ślubowania - siedzieli na wprost Karmapy pod konarami drzewa bodhi i patrzyli z miłością na swojego Buddę. Nad nimi powiewały setki flag Karmapy, przypominających fale złocistego słońca mieszającego się z błękitną przestrzenią nieba.

Wieczorem Karmapa przypomniał nam, że powinniśmy postrzegać siebie samych jako praktykujących Dharmę. Co oznacza, że powinniśmy być pozytywnie nastawieni. Rozwijać pozytywny pogląd. Pragniemy, aby nasze działania były zdrowe i pozytywne. I to jest podstawową charakterystyką wyróżniającą praktykującego Dharmę od innych. Podczas gdy nauki zaraz po wersji angielskiej były tłumaczone na język chiński, przyglądałem się freskom świątynnym opowiadającym życie Buddy. W dyskretnym świetle sprawiały wrażenie trójwymiarowych. Jednak nie było potrzeby przenoszenia się tam, do czasów Buddy, bo przecież On był obecny tu i teraz, siedząc naprzeciwko nas i nauczając.

Na Kagju Mynlam przyjechało wielu uczniów. Nie tylko z Zachodu. Także z Chin, Korei, Japonii, Tajwanu, Malezji, Indonezji, Birmy i Sri Lanki. Niektórzy z naprawdę dalekich stron. Moją uwagę zwróciła Maoryska o ciekawej urodzie, która przybyła do Bodh Gai wraz z rodziną z wysp Samoa na Oceanie Spokojnym. - To tam jest centrum buddyjskie? - zapytałem. - Ależ tak - odpowiedziała - i to całkiem spore. Na Samoa jest kilkunastu buddystów! Wydawało mi się to całkiem niesamowite.

Przy samej stupie, gdzie zasiadał Karmapa, gromadzili się wierni, którzy podczas modlitw wykonywali swoje praktyki medytacyjne. Przede wszystkim pokłony, które jak mówią mistrzowie, najskuteczniej kruszą ego. Różnorodne kultury i tradycje wykształciły swoiste rodzaje pokłonów, skłonów, gestów rąk, języków, w których te same mantry i modlitwy nieco inaczej rozbrzmiewają. Ale przecież sens pozostaje zawsze ten sam. A stawką jest rozwój człowieka, alchemiczna przemiana niewiedzy w wiedzę.

Wieczorem Karmapa nauczał o bodhicitcie. O tym, jak ważne są miłująca dobroć i współczucie, jak genialna jest ta idea. Jak ważna jest autentyczna praktyka tych cnót, by nie były tylko na pokaz. Karmapa podkreślał, że postawa taka może wynikać tylko z głębi serca, że nie powinna być zewnętrzną demonstracją - "oto ja dla dobra innych!" Mówił, jak istotne jest skontaktować się z własną naturą umysłu i odkryć, że tak dobroć wobec innych, jak i współczucie są zasadniczym punktem, w którym rozpoczynamy praktykę Dharmy. I każdy z nas, indywidualnie, powinien odkryć rzeczywiste powody, dla których te wartości należy kultywować, dla których warto angażować się m.in. w praktykę tonglen (medytację przyjmowania i wysyłania).

Piątego dnia modlitwy były kierowane do Trzech Klejnotów - Buddy, Dharmy i Sanghi. Przed obiadem zachodni uczniowie otrzymali w świątyni Sziecien ślubowania Schronienia. Mimo, iż wszyscy już je otrzymaliśmy od różnych mistrzów, przyjęliśmy je z wdzięcznością. Karmapa podkreślił, że nie ma dla nas piękniejszego prezentu. Wyczuwało się wzruszenie. - Przyjmowanie Schronienia w Trzech Klejnotach nie jest tym samym co schronienie w indywidualnej osobie. Dla nas wszystkich właściwym kierunkiem jest Budda rozumiany jako Budda Siakjamuni - mówił Karmapa - Istotne jest uznanie dla Buddy tego czasu. Buddą tego czasu, który udzielił nauk, jest Siakjamuni Gautama. Dlatego to on jest dla nas najważniejszym obiektem Schronienia. Żadna osoba ani żadne bóstwo nie może Go zastąpić. W naukach Budda nadmieniał, że tak naprawdę każdy jest obrońcą siebie samego. Jednak w tym samsarycznym świecie, pełnym pomieszania, nie można być rzeczywistym obrońcą dla siebie samego. Dlatego Budda ukazał ścieżkę. Tym samym stał się bezdyskusyjnym obiektem Schronienia. Obecnie rzeczywistym schronieniem jest Dharma, którą praktykujący powinien zintegrować, przy wsparciu Sanghi. Poprzez praktykę Dharmy, zasadnicze wskazania Buddy, każdy może uzyskać Wyzwolenie. I w takim rozumieniu może być obrońcą samego siebie.

Podczas tegorocznego Kagju Mynlam dużo pamięci i modlitw poświęcono zmarłemu w ubiegłym roku Bokarowi Rinpoczemu. To on przez wiele lat wytrwale przygotowywał i prowadził tę uroczystość. Śmierć tego wielkiego mistrza, nauczyciela Karmapy, opiekuna licznych odosobnień medytacyjnych, jest wielką nauką przemijania - Bokar Rinpocze w wieku sześćdziesięciu czterech lat odszedł w czysty stan świadomości po porannej sesji medytacyjnej. Nagle. Niepostrzeżenie. Pozostał w niej do końca... Pamiętam Jego nauki w centrum buddyjskim we Francji. Nikt tak pięknie nie mówił o aranżacji buddyjskiego ołtarzyka domowego, o sensie napełniania miseczek i składania Buddom ofiar. Po południu Karmapa dokonywał ceremonii oczyszczania z przeszkód na ścieżce zmarłego. Wieczorem życzył nam wszelkiej pomyślności, szczęścia, harmonii i dobrobytu, i prosił, by za naszym pośrednictwem życzenia te dotarły do wszystkich tych, z którymi mamy kontakt. Tym samym krąg dobrych życzeń powiększał się i pulsował miłością.

Rankiem 25 grudnia rozpoczęła się niezwykle barwna procesja mnichów, którzy na swoich barkach dźwigali opasłe tomiska Kangjuru - sto osiem ksiąg z istniejącymi po dziś dzień naukami Buddy, przetłumaczonymi z palijskiego i sanskrytu na tybetański. Z daleka mnisi wyglądali jak barwna wstęga, która spokojnie jak rzeka płynęła dookoła stupy. Na czele tego korowodu szedł Karmapa i wielu innych Rinpoczów. Poprzedniej nocy ekipa mnichów wyciągała poszczególne tomiska z niewielkiej biblioteki mieszczącej się wewnątrz stupy, odkurzała je, by deski, w które są oprawione, pięknie lśniły. Następnie poszczególne strony były rozdawane mnichom i osobom świeckim czytającym po tybetańsku i przez wiele godzin przestrzeń wokół stupy rozbrzmiewała słowami Buddy. A przecież sam Budda powiedział, że po jego śmierci objawi się w tekstach Dharmy. Tego popołudnia jego obecność była bardzo wyczuwalna. Niektórzy mieli wrażenie, że nawet liście drzewa bodhi, poruszające się na wietrze, szeleściły słowami Buddy...

Ostatni dzień Kagju Mynlam nazwano Bankietem Błogosławieństw. Karmapa pragnął, by mnisi wzorem niegdysiejszych adeptów podążających za Buddą, przemaszerowali przez Bodh Gaję z miskami żebraczymi w rękach. W wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej jest to praktykowane po dziś dzień. Procesja mnichów z lśniącymi od polerowania czarnymi misami ruszyła sprzed samej stupy i okrążyła ją przechodząc przez fragment miasteczka. Po obu stronach stali ludzie z prezentami. I choć Karmapa poprzedniego dnia zachęcał do obdarowywania mnichów, żartując, że każdy z nich ma tylko jedną małą miskę i nie da rady zabrać więcej, gorliwi świeccy buddyści zarzucali ich tonami ciastek, cukierków, batoników i pomarańczy. Dużo było śmiechu, a i niezła uczta dla urzędujących w pobliżu żebraków, hinduskich dzieci, które słodycze widzą od wielkiego dzwonu, psów, kóz i świętych krów zwabionych zapachem słodkości.


Wieczorem 26 grudnia, w dniu pełni księżyca i uderzenia fal tsunami na kraje Azji, żegnaliśmy się z Karmapą. Każdy na swój sposób. W przestrzeni umysłu, który podczas tych kilku dni wypełniał się miłością, mądrością i dobrocią. Karmapa zaśpiewał napisaną przez siebie na tę okoliczność pieśń Oświecenia. Żartował, że wie o tym, iż istnieją ludzie obdarzeni pięknym głosem, którzy śpiewają niczym boginie i bogowie, ale on niestety może nam zaprezentować swą pieśń głosem jaka... starego jaka - dodał. Wszyscy bardzo się śmialiśmy, ale kiedy wydobył z siebie pierwsze dźwięki i zaśpiewał, wzruszenie niczym dym kadzidła rozchodziło się po świątyni. Gromkie brawa trwały dobrych kilka chwil... Kagju Mynlam dobiegło końca... I na pewno dało początek czemuś wielkiemu...

 



 
> Teksty on-line
> Modlitwy
> Polecane książki
> Broszurki
> Teksty do praktyki
> Mynsel
> Relacje
> Glosariusz
> Biblioteczka Centrum w Grabniku
[ strona główna ] [ nauczyciele ] [ nauki dharmy ] [ kursy ] [ nasze ośrodki ] [ galeria ] [ linki ] [ kontakt ] [ ośrodek odosobnień ]
buddyzm, buddyzm tybetański, Budda, Karmapa, Dalajlama, Tybet, wadżrajana, Kagyu, Dharma, medytacje