Zanim zamknęły się bramy...

 
           Relacja z rozpoczęcia pierwszego trzyletniego odosobnienia w Parpingu w Nepalu
              
 tekst i zdjęcia: Lama Rinczen i Agnieszka Zych

W 1999 roku w klasztorze Bencien w Katmandu miało miejsce bardzo ważne wydarzenie. W nowo ukończonym drubkangu, czyli ośrodku odosobnieniowym, zbudowanym w wiosce Parping, rozpoczęło się pierwsze trzyletnie odosobnienie. Przygotowania do ceremonii "zamknięcia bram" obserwowała grupa zachodnich uczniów Tengi Rinpoczego, w tym Polacy.
Po upływie trzech lat i półtora miesiąca, 28 kwietnia 2002 roku, nastąpiło oficjalne zakończenie tego pierwszego odosobnienia. Uroczystości poprowadził Tenga Rinpocze.
Lamowie po odosobnieniu wrócili do klasztoru Bencien. Biorą czynny udział w rytuałach, które się tu odbywają. Dwóch z nich zostało rezydentami w europejskich filiach klasztoru: Lama Jinten Palzang zamieszkał w Allmuthen w Belgii, Lama Dziampal w Cancello we Włoszech, a dwóch innych w ośrodkach Bencien w Południowo-Wschodniej Azji.
14 czerwca 2002 rozpoczęło się kolejne trzyletnie odosobnienie, zakończone pod koniec listopada 2005 r. Tym razem wzięło w nim udział osiemnastu mnichów z klasztorów Bencien. Po mającej trwać cztery miesiące podstawowej renowacji drubkangu, odosobnienie rozpocznie kolejna grupa mnichów.
O historii powstania drubkangu w Parpingu i o przygotowaniach do zamknięcia bram pierwszego tu odosobnienia opowiadają Lama Rinczen i jego żona Agnieszka.

W latach osiemdziesiątych kilku Tybetańczyków związanych z klasztorem Bencien kupiło w Parpingu ziemię, licząc, że jest to dobra lokata pieniędzy. Kilka lat temu jeden z nich, Szierab Łangciuk, zaprowadził w to miejsce czcigodnego Sangje Njenpę Rinpoczego. Rinpocze powiedział wówczas spontanicznie: "To doskonałe miejsce na odosobnienia medytacyjne". Szierab zapamiętał te słowa i powziął pewien zamiar, choć w tym czasie nic nie wskazywało na możliwość jego zrealizowania. Jednak jakiś czas potem oprowadzał po Parpingu znajomych Chińczyków z Hong Kongu. Spoglądając na swą ziemię, rozmarzył się i westchnął: "Och, jak dobrze byłoby stworzyć tu prawdziwy drubkang!". Płynące ze szczerych intencji życzenia wypowiadane w takich świętych miejscach spełniają się naprawdę szybko! Znajomi zapytali: "A jaki byłby koszt realizacji takiego projektu?" i po usłyszeniu astronomicznej jak na warunki nepalskie sumy zadeklarowali gotowość sponsorowania kosztów budowy.
Prace rozpoczęto w 1996 roku. Pierwszym etapem było zbudowanie kilkuset metrów drogi dojazdowej. W warunkach górskich pochłonęło to bardzo dużo wysiłku i pieniędzy. Samo bowiem przygotowanie miejsca budowy, należy - obok projektów - do mało widocznych dla osób postronnych, ale kosztownych przedsięwzięć.
Ostatecznie budowę ukończono z początkiem 1999 roku, choć do ostatniej chwili przed inauguracją wykonywano jeszcze drobne prace wykończeniowe. Drubkang otrzymał nazwę Bencien Drubde Ysel Ling, Świątynia Jasnego Światła.

Jest 2 marca 1999 roku, piętnasty dzień pierwszego miesiąca tybetańskiego. Pełnia księżyca, jedno z czterech największych świąt buddyjskich, upamiętniające wielkie cuda ukazywane przez Buddę Siakjamuniego. Szczególny dzień w historii klasztoru Bencien - rozpoczęcie pierwszego trzyletniego odosobnienia w Bencien Drubde Ysel Ling.
Przed ósmą rano wyruszamy do Parpingu. "My" to znaczy grupa około dwudziestu zachodnich uczniów Tengi Rinpoczego, którzy pragną uczestniczyć w tym wydarzeniu. Wynajętym autokarem pokonujemy górskie serpentyny i choć nie jedziemy tędy po raz pierwszy, znów zachwycamy się nieprawdopodobnym widokiem, jaki rozciąga się przed nami. Wkrótce jesteśmy na miejscu, ciepło witani przez Rinpoczego i znajomych mnichów. Większość z tych, którzy udają się na odosobnienie, przyjechała tu kilka dni wcześniej. Ostatni dotarli poprzedniego dnia razem z Rinpoczem.
Rozpełzamy się po zakamarkach okazałej budowli. Największy ruch panuje na wewnętrznym podwórku. Stojąc tutaj wystarczy unieść głowę, by ujrzeć na tle nieba piętrzące się górskie szczyty. Drubkang, jak wyjaśniał nam to kiedyś Rinpocze, jest doskonale usytuowany pod względem geomancji. Na tyłach wznoszą się trzy góry, które reprezentują trzy Kaje: Dharmakaję - Amitabhę, Sambhogakaję - Czenrezika oraz Nirmanakaję - Guru Rinpoczego. Natomiast na południowym wschodzie góry kształtują się jak mandala ofiar lub jak matka trzymająca dziecko. Te i inne znaki świadczą o tym, że Świątynia Jasnego Światła to miejsce szczególnie sprzyjające medytacji. Tu właśnie osiemnastu mnichów spędzi najbliższe trzy lata na intensywnej praktyce. Dla niektórych będzie to już drugie takie odosobnienie.
Chcemy zobaczyć, jak będą mieszkać... Jednak na chwilę musimy przerwać zwiedzanie, bowiem Rinpocze podejmuje nas wszystkich herbatą i ciastkami. Zaraz potem pędzimy podziwiać pokoje medytacyjne. Zamieniamy kilka ostatnich słów z mnichami, z którymi nie będziemy widywać się przez tak długi czas. Nie wszystkich znamy. W tym trzyletnim odosobnieniu bierze udział dziesięciu mnichów z klasztoru Bencien z Kathmandu, ale też ośmiu mnichów z innych klasztorów, w tym dwóch Khenpo z klasztoru Sera.
Wszystkie pokoje urządzone są jednakowo: każdy ma ołtarzyk, w którego dolnej części mieści się szafka na zapasowe szaty mnisie i rzeczy osobiste. Na drewnianym łóżku z materacem praktykujący w nocy kładzie się do snu, a w dzień siedzi w medytacji. Przed łóżkiem stoi niewielki stolik na teksty medytacyjne. Gdy w lutym tego roku Czcigodny Khenpo Tsultrim Gjamtso Rinpocze odwiedzał Bencien Drubde Ysel Ling, Sangje Njenpa Rinpocze i Tenga Rinpocze zwrócili się do niego z prośbą, by pokierował losowaniem pokoi. Wszyscy przechodzili od jednego pomieszczenia do następnego i przy radosnych wybuchach śmiechu Khenpo Rinpocze ciągnął losy, które decydowały o przydziale lokalu dla danego mnicha na najbliższe trzy lata.
Całe wyposażenie pokoju, sprzęt rytualny (dzwonki, bębenki małe i do Cie, teksty praktyk), a także wyposażenie ołtarza (posążek Buddy, miseczki ofiarne, mandalę, tormę i inne przedmioty) - wszystko to fundował Rinpocze. Takie podejście jest w klasztorach tybetańskich czymś wyjątkowym. Zwykle uczestnicy odosobnienia muszą sami zabiegać o zdobycie kosztownych rekwizytów do praktyki.
Teraz Tenga Rinpocze z matczyną troską zagląda wciąż i wciąż do każdego pokoju, sprawdza, czy nikomu niczego nie brakuje, pyta każdego z mnichów o samopoczucie. Każdemu poświęca tyle uwagi, ile matka jedynemu dziecku.
Nie śmiemy zajrzeć nieproszeni do pokojów przeznaczonych dla naszych obu Rinpoczów oraz dla gości. Podobno Tenga Rinpocze zadbał o to, by pięknie urządzić apartament, w którym zatrzymywać się będzie czcigodny Sangje Njenpa Rinpocze. Jedynie własnemu pokojowi nie poświęcił zbyt wiele uwagi. Asystenci Rinpoczego sami zatroszczyli się o wystrój tego pomieszczenia. Z pewnością też czcigodni goście odwiedzający drubkang zostaną godnie przyjęci. Był tu już, jak wspomniano, Khenpo Tsultrim Gjamtso Rinpocze, pojawiła się też na chwilę czcigodna Khandro Rinpocze w ramach swej krótkiej wizyty w Nepalu.
Przed południem otwierają się drzwi lhakangu - głównej sali ośrodka, w której uczestnicy odosobnienia praktykować będą wspólnie pudżę Mahakali, a także inne rytuały. Zostajemy zaproszeni do środka. Rozpoczyna się pudża sang - ofiara wonnego dymu dla Trzech Klejnotów oraz lokalnych bóstw opiekuńczych połączona z prośbą, by ich błogosławieństwo usunęło wszelkie przeszkody i aby odosobnienie przebiegało pomyślnie. Po ceremonii Rinpocze prosi Szieraba, by podszedł do tronu, i ofiarowuje mu katak w podziękowaniu za ciężką pracę włożoną w budowę drubkangu. Rzeczywiście od kilku lat Szierab dzień w dzień pojawiał się na placu budowy, czuwając nad wszystkim i nadzorując kolejne etapy tego ogromnego przedsięwzięcia.
Po pudży zostajemy zaproszeni na wspólny obiad z Rinpoczem. Potem leniwa chwila na słońcu i wracamy do lhakangu. Tym razem Rinpocze przekazuje instrukcje do praktyki, od której mnisi rozpoczną odosobnienie. Najpierw wyjaśnienia do czterech rozmyślań odwracających umysł od samsary, a następnie nauki o przyjęciu Schronienia i praktyce pokłonów. Nauki nie są tłumaczone, więc większość osób z naszej grupy siedzi jak na "tybetańskim kazaniu", wszyscy jednak cierpliwie chłoną błogosławieństwo słów Buddy.
W trakcie wykładu zaczyna się dziać coś nieprzewidzianego. Przy wejściu do świątyni robi się nagłe zamieszanie i w chwilę później do środka wkracza Szierab, a za nim kilkoro Azjatów o wyglądzie bogatych turystów. Rinpocze przerywa wykład i serdecznie wita nowo przybyłych, nie kryjąc swego zadowolenia. Rzecz wkrótce się wyjaśnia: Rinpocze oznajmia, że oto stoją przed nami jego uczniowie z Hong Kongu, ci sami, którzy sponsorowali budowę Bencien Drubde Ysel Ling. Przyjeżdżając na pielgrzymkę do Parpingu, nie wiedzieli, że tego dnia rozpoczyna się odosobnienie. Rinpocze uznaje ten zbieg okoliczności za niezwykle pomyślny znak. Obdarowuje Chińczyków pięknym posągiem Buddy, rozbłyskują flesze przy pamiątkowych zdjęciach i już po chwili wykład toczy się dalej.
Znów częstują nas herbatą i ciastkami. Po tej chwili relaksu bierzemy jeszcze udział w pudży Mahakali. Zbliża się wieczór. Nikomu nie chce się wracać do zakurzonego, hałaśliwego Katmandu. I to nie tylko dlatego, że otacza nas świeże wiejskie powietrze. Atmosfera miejsca, w którym się znajdujemy, jest naprawdę niezwykła. Ale wkrótce Rinpocze sugeruje, że powinniśmy już odjechać. Nadszedł czas, by zamknąć bramy odosobnienia, a ta ceremonia odbywa się jedynie w ścisłym gronie uczestników.
W kilka dni potem znów stanęliśmy u bram drubkangu. Rinpocze zabrał nas bowiem na pielgrzymkę do świętych miejsc Parpingu. Odwiedziliśmy jaskinię, w której Guru Rinpocze urzeczywistnił praktykę Dordże Purby. Byliśmy też w starożytnej świątyni Wadżrajogini, gdzie Marpa przez dwa lata otrzymywał nauki i gdzie znajduje się posąg Dordże Phagmo podarowany przez Naropę. Po krótkiej medytacji przy kolejnej jaskini, gdzie Guru Rinpocze poskramiał demony Tybetu, zeszliśmy do Bencien Drubde Ysel Ling, Świątyni Jasnego Światła. Tam, przed wejściem na teren drubkangu, na zakończenie wspólnej wyprawy zostaliśmy poczęstowani przez Rinpoczego słodkimi bułeczkami, sokiem i tybetańską herbatą. Tym razem jednak nie otwarły się przed nami potężne wrota. Bramy odosobnienia są zamknięte.

I zamknięte pozostaną przez najbliższe trzy lata.




Drubkang w Parpingu
- wewnętrzny dziedziniec



Góry za drubkangiem



Pokój w drubkangu

 
> Teksty on-line
> Modlitwy
> Polecane książki
> Broszurki
> Teksty do praktyki
> Mynsel
> Relacje
> Glosariusz
> Biblioteczka Centrum w Grabniku
[ strona główna ] [ nauczyciele ] [ nauki dharmy ] [ kursy ] [ nasze ośrodki ] [ galeria ] [ linki ] [ kontakt ] [ ośrodek odosobnień ]
buddyzm, buddyzm tybetański, Budda, Karmapa, Dalajlama, Tybet, wadżrajana, Kagyu, Dharma, medytacje