W dniu głównego przekazu wielkiej inicjacji Kalaczakry nad centrum buddyjskim tradycji Karma Kamtzang w Grabniku wzniosło się do nieba kilkadziesiąt bocianów. Niczym emanacje strażnika Garudy, albo gniewnego Heruki latały wysoko. To samo zdarzyło się ostatniego dnia podczas wysypywania piasku mandali do rzeki. Wszyscy widzieli w tej podniebnej paradzie pomyślny, radosny znak.
Już na kilka dni przed inicjacją Kalaczakry centrum buddyjskie w Grabniku zaczęło przypominać rosnące niczym ciasto drożdżowe wielonarodowościowe miasteczko. Głównym pomieszczeniem był oczywiście ogromny namiot, w którym miała się odbyć cała ceremonia. Taki namiot odwiedzałem w dzieciństwie. Siedziałem wtedy obok mamy i patrzyłem na tresowane lwy i linoskoczków - kiedyś jedna z pań robiących akrobacje na trapezie spadła i zginęła na miejscu. Wtedy dowiedziałem się, że śmierć może nagle zabrać człowieka, i że nawet w cyrku można płakać. Dzisiaj wielki namiot kojarzy mi się z Grabnikiem, gdzie od lat pobieramy w nim nauki, przyjmujemy inicjacje, spotykamy się z mistrzami. Wtedy też czuję się trochę jak tamto dziecko, tylko że teraz jestem już dorosły, a matka przy której siedzę jest całkiem wyjątkowa. Bo przecież lama znaczy najwyższa matka.
Przed udzieleniem inicjacji - najważniejszej i najbardziej kompletnej w tradycji nauk wadżrajany- Tenga Rinpocze szczegółowo wyjaśniał historię przekazu nauk Kalaczakry. Źródłem tych nauk był sam książę Siddharta z rodu Siakjów, który po trzech kalpach - niezmiernie długim okresie czasu - od złożenia ślubowań bodhisatwy, osiągnął swój cel i stał się Buddą, znaczy wyzwolonym z uwarunkowanej egzystencji. Tenga Rinpocze podkreślał jak ważna jest znajomość źródła, z którego czerpiemy nauki. Historia przekazu jest gwarancją czystości i autentyczności otrzymywanych nauk. Sam Tenga Rinpocze inicjację Kalaczakry otrzymał kilkakrotnie, m.in. od J.Ś. XVI Karmapy w Rumteku oraz od J.Ś. Dalajlamy w Nowym Jorku.
Kolejnego dnia, w czasie nauk wstępnych do inicjacji Kalaczakry, Rinpocze powiedział, iż "Jidam jest źródłem urzeczywistnienia wszelkich duchowych osiągnięć". Zatem medytacja na Jidama jest kompletną metodą prowadzącą do Oświecenia. Poprzez wyobrażanie sobie swego ciała jako ciała Jidama oczyszczamy pięć komponentów psychofizycznych i możemy osiągnąć w przyszłości ciało Nirmanakai. Poprzez recytację jego mantry oczyszczamy wiatry karmiczne i przemieniamy je w wiatry pierwotnej mądrości, osiągając ciało Sambogakai. A poprzez medytację na naturę umysłu, w fazie doskonałości, w przyszłości urzeczywistnimy ciało Dharmakai, to jest stan Buddy. Innym, dla mnie kapitalnym stwierdzeniem było to, że "wszystkie Jidamy są w swojej naturze takie same", i że urzeczywistnienie jednego z nich powoduje automatycznie urzeczywistnienie pozostałych. Inaczej można by stracić ducha przy ogromnej liczbie form Buddów, jakie proponuje buddyzm tybetański, albo też sądzić, że jeden Jidam jest ważniejszy od drugiego. W takim świetle praktyka medytacyjna wydaje się nieco prostsza, i pewnie można się do niej przywiązać tak samo jak do własnego ciała, albo i bardziej.
Pierwszego dnia inicjacji Rinpocze powiedział, że w Grabniku powstanie międzynarodowe centrum trzyletnich odosobnień. Ta decyzja była przez wszystkich przyjęta gromkimi brawami. Jednak prawdziwie wielką decyzję będą musieli podjąć ci, którzy w odosobnionej praktyce medytacyjnej upatrują głęboki sens, którzy potrzebują jej jak powietrza. A prawdziwie wielką decyzją nas wszystkich będzie pomaganie im w tym - bez środków finansowych zwyczajnie nie dadzą rady. Rinpocze podkreślał, że zasługa płynąca ze wspierania osób praktykujących na odosobnieniu jest niezmierzona. Już nazajutrz znalazł się niezwykły sponsor, który chcąc zachęcić innych do okazywania szczodrości, postanowił każdą złotówkę darowaną na centrum odosobnień pomnożyć razy pięć. I choć wielu wydawało się to kiepskim żartem, już po dwóch dniach uzbierana w ten sposób suma została rzeczywiście pomnożona i rzeczywiście przelana na konto bankowe ośrodka, o czym oficjalnie poinformował wszystkich Lama Rinczen.
Rosnący ku pełni księżyc, coraz jaśniej oświetlający nocą Grabnik, przypominał mi sonety krymskie Mickiewicza: "to wschodzi lampa Akermanu." Mazowiecka równina wokół Grabnika porośnięta wysokimi trawami falującymi na wietrze wydaje się miejscem szczególnie pięknym. Nie trudno o atmosferę Orientu w ośrodku buddyjskim, gdzie na spacer wychodzą lamowie w swoich egzotycznych szatach, a uczniowie drepczą z malami w ręku i mruczą pod nosem om mani peme hung. Sam Budda Siakjamuni nauczał Kalaczakry właśnie w dniu pełni księżyca, w rok po osiągnięciu Oświecenia, w trzecim miesiącu wg kalendarza tybetańskiego. I dla mnie Grabnik podczas tej upalnej pogody był niczym Amarawati - miejscowość w południowych Indiach, gdzie historyczny Budda inicjował zastępy uczniów - a Tenga Rinpocze był samym Buddą. Wszystko się dopełniało i choć od tamtej pierwszej inicjacji dzieliło nas ponad 2500 lat, to przecież ten sam księżyc rozświetlał noc.
Głównym uczniem Buddy, który otrzymał kompletne nauki Kalaczakry był król Suczandra z królestwa Szambali, znajdującego się na północy Indii. Powróciwszy do swojego królestwa spisał je i opatrzył komentarzami. Zbudował też mandalę - Pałac Kalaczakry z drogocennych kamieni, którego ściana miała 200 m długości! My, którzy siedzieliśmy w ogromnym namiocie z zaciekawieniem przyglądaliśmy się jak każdego dnia mandala stawała się coraz bardziej doskonała. Kolorowe kryształki drobnego piasku sypanego przez mnichów z klasztoru Rinpoczego układały się coraz bardziej w całość - odwzorowanie pałacu ciała, mowy i umysłu Kalaczakry. Kiedy w końcu sypanie mandali dobiegło końca, umieszczono ją na odpowiednim stelażu i zasłonięto atłasowym materiałem. Aż do uzyskania inicjacji, jako istoty zaciemnione negatywnościami, nie mieliśmy wzrokowego dostępu do pałacu - mandali bóstwa. I właśnie niedziela - trzeci dzień inicjacji - dostarczyła najwięcej wzruszeń. Po otrzymaniu od Rinpoczego błogosławieństw, indywidualnym podchodzeniu do tronu, kiedy już wszyscy z powrotem zajęliśmy swoje miejsca, mnisi uroczyście odsłonili mandalę. To był bardzo przejmujący moment. Miało się nieodparte wrażenie, że oto stało się coś bardzo niezwykłego, świętego. A kiedy Tenga Rinpocze zapytał swoim łagodnym głosem: "Czy widzicie bóstwo Kalaczakry?", a potem uśmiechnął się, wielu z nas miało wilgotne oczy. Bóstwo bowiem, tak samo jak pałac, przejawia się w umysłach, sercach praktykujących. Podobnie jak królestwo Szambali nie jest miejscem, ale stanem umysłu. Tak nauczał nas Rinpocze.
Bez wątpienia miejscem bardzo realnym tu i teraz było jak dotąd kameralne Centrum Buddyjskie Karma Kamtzang w Grabniku, gdzie za sprawą świetnej organizacji wszystko do siebie pasowało. Mimo niemal siedmiuset uczestników z różnych stron świata nie miało się wrażenia chaosu, raczej ula, w którym każdy znał swoje miejsce. Tenga Rinpocze i Lama Rinczen długo dziękowali tym, bez pracy których na wiele miesięcy przed inicjacją nie odniosłoby się tak pozytywnego wrażenia. A pracy było co nie miara - zapewnienie takiej liczbie ludzi godnych warunków bytowych było wielkim wyzwaniem. Organizatorzy świetnie temu sprostali. Myślę, że Tenga Rinpocze czuł się bardzo szczęśliwy gdy trzymał w ręku baloniki wypełnione helem z napisem: "Pokój dla świata" i widział radość ludzi, którzy już od dziesięciu lat spotykają się w tym niezwykłym miejscu. Tysiąc balonów rozdano poza Rinpocze wszystkim. Tysiąc balonów poleciało w niebo.
W Grabniku niezwykłą atmosferę tworzyli ludzie, którzy uśmiechali się, podchodzili do siebie, witali się. Spotkałem wielu znajomych sprzed lat. Niektórzy myśleli, że z ich buddyzmem już koniec, innych pognało na koniec świata, jeszcze inni postanowili praktykować w innych tradycjach, a jednak ta niezwykła inicjacja ściągnęła ich tutaj, chciałoby się powiedzieć, w magiczny sposób. Ponieważ nie ma przypadków, wierzę w głęboki, zwyczajnie ludzki sens takiego spotkania, wierzę, że w przyszłości, w tym życiu i kolejnych, spotkamy się znowu. Może nawet rozpoznamy się w uśmiechach i blasku oczu?
Ceremonia pożegnania i podziękowania Lamie za jego trud - on jedyny modlił się i medytował dniem i nocą celem przygotowania miejsca i nas do tej inicjacji - uświadamiała nieuchronny koniec tego duchowego wydarzenia. A Lama Tenga Rinpocze jak zawsze, w swojej wielkiej dobroci i miłości do uczniów - swoich dzieci, zapewniał, że będzie się modlić o miłość, współczucie, mądrość i pokój na świecie, także o to, żebyśmy nie mieli przeszkód w praktyce, i żebyśmy zawsze odradzali się tam, gdzie kwitną nauki Buddy. |

|