Na Mynlam Kagju zjechało wiele osób z całego świata - z Zachodu, z Tajwanu i z państw, o których nigdy nie słyszałem. Wielu z was pokonało ogromne odległości, nie bacząc na żadne problemy. Bardzo mnie to cieszy. To miejsce różni się od innych. Jest szczególnie wzniosłe i wspaniałe, ponieważ wszyscy buddowie trzech czasów manifestują tu pełne oświecenie. Uważam, że przybycie do Bodh Gai jest rezultatem gromadzenia zasługi i mądrości przez wiele eonów.
Na myśl o szczęściu, jakie nas tu sprowadza, w naszych umysłach budzi się wzniosłe, wręcz niewyrażalne uczucie. Dotarłszy do celu pielgrzymki, musimy sprawić, by ta niezwykła zasługa nie została zmarnowana. Teraz, kiedy jesteśmy już w Bodh Gai, należy praktykować, okrążać [święte miejsca], a przede wszystkim modlić się i zanosić życzenia. Jeżeli towarzyszy im czysta intencja, wierzę, że ziszczą się w przyszłości niezależnie od tego, czego dotyczą.
Nauczanie, ma się rozumieć, wymaga przygotowań. O te wykłady poproszono mnie w ostatniej chwili, nie miałem więc takiej możliwości. Nauki, których udzielę, nie będą, jak sądzę, bardzo dobre ani ładne, ale będę do was mówił z najczystszą motywacją, na jaką mnie stać. Mam nadzieję, że moc nagromadzonej zasługi i owa motywacja sprawią, iż przyniesie to jakiś pożytek.
Tak czy owak, będę dziś mówił o pieśni Milarepy zatytułowanej "Osiem ozdób głębokiego znaczenia". Otwiera ją wstęp, ale w tej chwili go opuszczę i wyjaśnię główne części praktyki.
Ogólnie rzecz biorąc, o ile nie urzeczywistnimy natury własnego umysłu, poświęcanie się intensywnym studiom i dokonywanie wielu prawych czynów nie jest szczególnie pożyteczne. Musimy urzeczywistnić prawdziwą naturę umysłu. Dharma musi scalić się z naszym umysłem. Bez tego debatowanie, studiowanie i wypełnianie tego życia aktywnością nie jest warte większego zachodu. Słuchanie i rozmyślanie przynosi, naturalnie, pożytek, niemniej trzeba do nich dodać medytację. Bez medytacji niczemu one nie służą. Skuteczna praktyka Dharmy wymaga trzech elementów: słuchania, rozmyślania i medytacji. Samo słuchanie i rozmyślanie nie przyniesie owocu. Praktykowanie medytacji jest zatem bardzo ważne.
Na praktykę Dharmy składa się pogląd filozoficzny (tała), medytacja i działanie. Zaczynamy od poglądu. Czym jest pogląd? Odcinaniem wątpliwości i pomieszania. Tybetański termin tała oznacza, najogólniej, widzenie. Co mamy widzieć? Oko mądrości widzi, jak powiedziano, prawdziwą naturę umysłu. Jakiego trzeba nam poglądu? Dzięki poglądowi pozbywamy się wszelkich wątpliwości i pomieszania - na przykład, wątpliwości związanych z dualistycznym lgnięciem, wyobrażeniem siebie i innych oraz korzenia wszelkich wątpliwości wobec rzeczywistości i nierzeczywistości wszystkich zjawisk. To widzenie ponad skrajnościami. Medytacja Środkowej Ścieżki, Madhjamiki, polega na przekraczaniu skrajności. Jakiż to pogląd przekracza skrajności? Taki, który odcina wątpliwości. Jak pozbyć się wątpliwości? Obecnie jest ich w nas bardzo wiele. "To istnieje", "to nie istnieje", "to jest", "to nie jest" - targa nami mnóstwo wątpliwości. Wszystkie światy i zjawiska są z natury pozbawione rzeczywistości; w rzeczy samej, wszystkie sprowadzają się do nazwy. Choć jesteśmy zmuszeni do ich nazywania, nie ma w nich - bez wątpienia - żadnej rzeczywistości. Aczkolwiek są nazywane, z ostatecznej perspektywy nie posiadają jakiejkolwiek własnej rzeczywistości. Pozbawione realności w sensie ostatecznym i jednocześnie nazywane - jeżeli zrozumiemy naturę sposobu istnienia, będziemy widzieć ponad skrajnościami. Oto pogląd Środkowej Ścieżki.
O jakich skrajnościach mówimy? Wymienia się cztery lub osiem, ale można je zebrać w dwie: skrajność istnienia, czyli eternalizm, oraz skrajność nieistnienia, nihilizm. Na czym polega skrajność istnienia? W kontekście Dharmy oznacza ona myślenie, że coś istnieje permanentnie. Ta wiara sprowadza się do przekonania, że coś nie umiera - na przykład, że Budda jest wieczny, wolny od starości i śmierci. Skrajność eternalizmu to idea, że coś istnieje samoistnie i permanentnie. Księgi powiadają, że natura zjawisk, dharmata, jest pozbawiona rzeczywistości, ale istnieje. Albo że gdzieś w przestrzeni znajduje się niezmienny, wieczny lotos. Innymi słowy, skrajnością istnienia nazywamy nadawanie rzeczywistości czemuś, co jest jej pozbawione. Na czym polega skrajność nihilizmu? Na twierdzeniu, na przykład, że nie istnieje prawo karmy, przyczyny i skutku, prawe i negatywne czyny, że nie ma nic do rozwinięcia i nic do odrzucenia - że to jedynie kwestia nazwy w istocie pozbawiona jakiejkolwiek realności. Według nihilistów nic nie ma bytu i sprowadza się do nazwy. Za sprawą lgnięcia mamy skłonność do przywiązywania się do pozytywnych czynów i owo przywiązanie jest błędem; na tej samej zasadzie uważamy, że szkodliwe czyny są złe i również popełniamy błąd. Musimy uwolnić się od przywiązania i lgnięcia.
Ogólnie rzecz biorąc, z perspektywy nazwy, można by rzec, że "Budda" jest wieczny. Nie należy jednak przywiązywać się do tego określenia Buddy, ponieważ nie jest to rzeczywistością jako taką. Jak to rozumieć? Permanencja "Buddy" odnosi się do jego nieprzerwanej oświeconej aktywności dla pożytku wszystkich istot. Dopóki w samsarze istnieją istoty, trwa aktywności Buddy. Można więc powiedzieć, że oświeconej aktywności przypisana jest cecha permanencji, nie ma w tym jednak nic realnego. Jeśli idzie o "samoistność", Budda powiedział, że jego nauki służą pokonaniu cierpienia, osiągnięciu nirwany, ale przestrzegał przed lgnięciem do idei wrodzonego bytu. Błędem jest wiara w realność. Wracając do "permanencji" Buddy - można tak powiedzieć, ponieważ jego oświecona aktywności dla pożytku istot jest nieprzerwana. Dopóki istoty tkwią w pomieszaniu, dopóty trwa aktywność Buddy. Choć można tak to ująć, nadal nie ma w tym żadnej rzeczywistości. To jedynie określenie - z perspektywy prawdy ostatecznej wszystkie zjawiska pozbawione są przypisywanych im cech.
Nie ma ich również Budda, nie ma żadnej rzeczywistości. Budda pozbawiony jest samoistnego bytu, ale można mówić o jego permanencji. Dlaczego? Ponieważ oświecona aktywność i przymioty Buddy manifestują się, póki w samsarze błądzą istoty. Kiedy wyschnie ocean samsary, nie będzie już nic do osiągnięcia. Istoty - niczym bezgraniczna przestrzeń - są niezliczone, a aktywność Buddy jest nieprzerwana i bezustanna. Dlatego można tu mówić o permanencji.
Jeśli idzie o skrajność nihilizmu, z perspektywy prawdy ostatecznej prawo karmy, przyczyny i skutki pozbawione są rzeczywistości. Zjawisko samsary - podobnie jak nirwany - nie posiada własnej realności. To tylko nazwy. Pozbawione realnego istnienia. Zatem prawo karmy, przyczyny i skutki nie są rzeczywiste. Dopóki jednak nie zrozumiemy prawdy ostatecznej, dopóki nie osiągniemy takiego urzeczywistnienia, tkwimy w pułapce prawdy względnej, w pułapce iluzji i dualistycznego lgnięcia. Dopóki nie osłabnie dualistyczne lgnięcie, będzie się ono przejawiać. Dopóki nie osłabnie, będzie się do nas stosować prawo karmy, przyczyny i skutki. Popadniemy zatem w skrajność nihilizmu, mówiąc, że prawo to nie istnieje, i negując je tam, gdzie jest. Jeśli jednak urzeczywistnimy fundamentalną naturę pustki wszystkich zjawisk, zrozumiemy, że są one pozbawione przypisywanych im cech, rzeczywistości. Również karma. Będziemy rozpoznawać prawe i szkodliwe działania, dotrzymywać zobowiązań, widzieć cnotę, wiedzieć, co należy czynić, i porzucać to, co niestosowne. Po urzeczywistnieniu ostatecznej natury bytu szkodliwe działania zostają naturalnie oczyszczone, a czyny prawe przychodzą spontanicznie. Teraz prawość zdaje się nam czymś oddzielnym i wymaga wielkiego wysiłku. Negatywne działania trzeba porzucać i nie dzieje się to samo z siebie. Świadczy to o tym, że włada nami dualistyczne lgnięcie. Dopóki nie osłabnie, będzie się przejawiać i będziemy podlegać prawu karmy.
Tyle o poglądzie. Następny punkt to medytacja. Czym jest medytacja? W tej chwili w naszych umysłach jest mnóstwo myśli. Są one związane z przywiązaniem, niechęcią i innymi skłonnościami. Esencją wszystkich owych myśli jest dharmakaja, spontaniczne ciało absolutu, czyli pustka, przestrzeń prostoty. Jeżeli urzeczywistnimy pustą naturę naszych myśli, jeśli rozpoznamy w naszych myślach dharmakaję, to mamy do czynienia ze spontaniczną czy też samoczynną medytacją. Obecnie w naszych umysłach kłębią się rozmaite myśli. Ich istotą jest brak realności, pustka. Urzeczywistnienie pustej esencji myśli, pustki, nazywamy dharmakają Buddy, a urzeczywistnienie pustej esencji myśli jako ciała absolutnego - medytacją.
Weźmy lustro. Jeżeli pokrywa je kurz, nie zobaczymy w nim odbicia twarzy. Najpierw musimy je oczyścić. W tej chwili kłębi się w nas wiele myśli i, na tej samej zasadzie, musimy je oczyścić. Wszystkie one, te uważane za lepsze i te uchodzące za gorsze, związane są z dualistycznym lgnięciem. Jak się ich pozbyć? Do rozpoznania natury umysłu trzeba oka mądrości i właściwego poglądu. Co mamy zobaczyć? Pustą istotę wszystkich myśli - to jest medytacja. Jeśli ma być dobra, przede wszystkim potrzebujemy właściwego poglądu. Nie pochodzi on z zewnątrz. Stosownie do okoliczności Budda nauczał wielu różnych poglądów filozoficznych, ale prawdziwy pogląd to ten, który umożliwia nam urzeczywistnienie prawdziwej natury umysłu. Budda nie mówi o poglądzie, będącym zwykłą opinią czy pojęciową konstrukcją. Idzie tu o urzeczywistnienie natury umysłu - gdyby pochodził od kogoś innego, nie byłby więc poglądem autentycznym. Jeżeli faktycznie urzeczywistnimy, jeżeli rozpoznamy prawdziwą naturę myśli i jeśli uda się nam utrzymać owo widzenie bez lgnięcia do nich, to mamy do czynienia z medytacją spontaniczną czy, jak kto woli, samoczynną. Co oznacza rangdziung, "samopowstały"? Nie coś nowego, nie coś wytworzonego. To zalążek tathagatagarbhy, spontanicznej natury umysłu. Medytacja jest spoczywaniem w owej naturze.
Punkt trzeci - to postępowanie, działanie. Jak je rozumieć? Postępowanie jest związane z sześcioma przedmiotami oraz świadomościami, dzięki którym odbieramy kształty, dźwięki, zapachy, smaki, dotykamy i chwytamy myśli. Weźmy smaki. Nie powinniśmy lgnąć to tego, co smaczne i niesmaczne, do przyjemności, jaką daje smak dobry, i do przykrości, jaką wywołuje smak obrzydliwy, lecz zachowywać wobec nich wszystkich bezstronność. Na czym polega bezstronność smaku? Na przykład na nieprzedkładaniu słodkiego nad słone i odwrotnie. Powiedzmy, że uwielbiamy słodycze. Jeżeli nie zrozumiemy prawdziwej natury bytu, będziemy przywiązani do tego, co słodkie. Po urzeczywistnieniu istoty słodkości, smakować nam będzie to, co słodkie, i to, co słone. Musimy osiągnąć równy smak wszystkich rzeczy w sferze sześciu zmysłów. Tybetańscy mnisi jedzą, na przykład, dużo mięsa. Widok człowieka jedzącego mięso nie jest szczególnie inspirujący. Z reguły nie lubicie na to patrzeć. W Tybecie mnisi musieli jeść mięso. Dlaczego? Bo w dawnym Tybecie poza mięsem i masłem nie było właściwie nic do jedzenia, a więc musieli je jeść i mnisi. Na spożywanie mięsa pozwala mnichom również Dharma; udzielając nauk wadżrajany, Budda powiedział, że można jeść mięso, które zostało poświęcone podczas praktyki ganaczakry. Większość osób nie je mięsa, niektórzy to robią - wszystko zależy od osobistych aspiracji i upodobań. Jedno i drugie jest do przyjęcia, przede wszystkim idzie tu o równy smak w sferze sześciu zmysłów. Dzięki równemu smakowi nie ma przedkładania dobrego nad złe. Czy jecie mięso i uważacie je za dobre, czy nie jecie i uznajecie za złe, nie powinno być w tym żadnych preferencji. Obowiązuje zasada jednego smaku wszystkich zjawisk samsary i nirwany. Teraz, jeżeli doświadczamy szczęścia, chcemy go jak najwięcej, a gdy cierpimy, jesteśmy nieszczęśliwi. Po urzeczywistnieniu prawdziwej natury zjawisk szczęście i cierpienie nie mają żadnej realności. Cenimy szczęście, którego przyczyną jest wyrażanie się przejrzystości pustki natury umysłu, a cierpienie zachęca nas do praktykowania Dharmy. Bez praktyki Dharmy szczęście nas ominie. Ból sprawia, że zwracamy się ku Dharmie, a jej praktyka daje umysłowi szczęście. Postępowaniem nazywamy właśnie ów równy smak.
Warto pamiętać, że do praktyki potrzebna jest szczypta czegoś na kształt przywiązania. Na początku praktyki medytacyjnej bóstwa przyjmujemy schronienie i rozwijamy oświecony umysłu. O jakim przywiązaniu mówimy? O myśli: urzeczywistnię tę praktykę bóstwa dla pożytku własnego i wszystkich istot. Pewne przywiązanie potrzebne jest również podczas recytacji wersów schronienia. Kiedy jednak dochodzimy do części głównej, wyobrażania bóstwa, nie ma miejsca na żadne przywiązanie. Trzeba pamiętać, że musimy praktykować bez przywiązania i lgnięcia, ponieważ ich obecność uniemożliwia uzyskanie błogosławieństw i mocy bóstwa. Medytujemy bez lgnięcia, utrzymujemy pogląd bez lgnięcia i bez lgnięcia postępujemy. To sprawa najwyższej wagi. Khenpo Tsultrim Gjamtso opowiadał mi kiedyś o Gendunie Ciepelu. Podczas odosobnienia medytacyjnego mistrz ten miał głębokie doświadczenie pustki, za sprawą którego odcisnął w skale swoją dłoń. Ucieszył się i postanowił zrobić to jeszcze lepiej, tyle że tym razem uderzył się tylko o kamień. Jeżeli jest w nas przywiązanie i lgnięcie, praktyka nie przyniesie rezultatów ani błogosławieństw i nie dokonamy żadnych postępów. Jeżeli praktyka ma być skuteczna, musimy być wolni od przywiązania i w taki sposób medytować. Z ostatecznej perspektywy, po uwolnieniu się od wszelkiego przywiązania do praktyki można urzeczywistnić prawdziwą naturę bóstwa. Urzeczywistnienie to przynosi z sobą najwyższe i, przy okazji, wszystkie inne osiągnięcia, pozwalające na manifestowanie cudownych aktywności. Powtarzam, praktyka powinna być wolna od lgnięcia i przywiązania.
To wszystko na dzisiaj. Przyjechaliście z bardzo daleka do tego szczególnego miejsca. Powinniście wykorzystać czas, który z sobą spędzimy, do osiągnięcia szczęścia i obdarzenia nim najbliższych oraz wszystkich istot nieprzeliczalnych jak bezmiar przestrzeń. Musimy się modlić, modlić się za mieszkańców naszego regionu i kraju. Nasz świat przeżywa trudny okres wielu konfliktów i wojen. Trzeba modlić się za wszystkie istoty na całym świecie. Jako buddyści powinniśmy pamiętać, że jesteśmy połączeni ze wszystkimi istotami, że każda z nich była nam kiedyś matką lub ojcem. Życzmy pomyślności wszystkim istotom w całym wszechświecie i módlmy się o to.
Możecie zadać pięć pytań.
Czy mógłbyś nam powiedzieć, jak praktykować guru-jogę?
Lama, nauczyciel duchowy, pełni bardzo ważną rolę. Bez lamy nie ma mowy o praktykowaniu Dharmy. Rozmaite metody guru-jogi służą otrzymaniu jego błogosławieństw. Oto jedna z nich: nad głową wizualizuje się lotos, dysk księżyca i swego rdzennego lamę, który jest jednym z Wadżradharą. Modląc się do niego, wyobrażamy sobie, że z jego ciała, mowy i umysłu emanuje światło, które stapia się z naszym ciałem, mową i umysłem. W ten sposób otrzymujemy cztery inicjacje, pozwalające na urzeczywistnienie jego ciała, mowy i umysłu. Najważniejsze jest zaufanie i samaja, dzięki którym możemy otrzymać duchową inspirację i osiągnąć rezultaty.
Jak z pustki może powstać miłość i współczucie?
Kiedy mówimy o pustce, mamy na myśli pustkę wszystkich zjawisk. Esencja, istota wszystkich zjawisk jest pusta. Medytacja nad bodhicittą, umysłem oświecenia, stanowi również część pustki. Bodhicitta nie istnieje poza ową pustką. Jeżeli jest bodhicitta, to jest też pustka - i odwrotnie. Występują razem. Medytujemy nad pustką, medytujemy, że wszystkie zjawiska są z natury puste. W jaki sposób? To, co nazywamy pustką, nie stanowi próżni. Jest w niej również przejrzystość, za której sprawą manifestują się wszystkie zjawiska samsary i nirwany. Bodhicitta to w istocie natura pustki. Medytacja nad bodhicittą zawiera pustkę, ponieważ są one jednością.
Wasza Świątobliwość, na początku wspomniałeś o Milarepie. W jaki sposób udało mu się osiągnąć taką wytrwałość w praktyce oraz pełne urzeczywistnienie w jednym żywocie?
Wymaga to wielkiej odwagi; do utrzymania praktyki trzeba odwagi i wytrwałości. Milarepa musiał stawić czoło wielu trudnościom, ale słuchał pouczeń swego lamy. Dharmę trzeba wziąć sobie do serca; jej miejsce jest w głębi serca, a nie na czubku języka. Trzeba zrozumieć przymioty Dharmy, trzeba zrozumieć, że dzięki praktyce możemy się uwolnić od trzech sfer samsary i wyzwolić z nich wszystkie istoty, że takie zobowiązanie jest ważne, że za Dharmę można oddać własne życie. Myślę, że siła i zaangażowane Milarepy brały się właśnie z takiego zrozumienia, z podobnej determinacji. Odwagę można rozwinąć dzięki zrozumieniu ogromnej wartości [Dharmy].
Powiada się, że na ścieżce Mahamudry jedynym środkiem jest oddanie dla nauczyciela. Wielu z nas ma związek z Waszą Świątobliwością i innymi nauczycielami, wielu praktykuje od lat. Wykonywaliśmy i kończyliśmy praktyki wstępne, ale do tej pory nie urzeczywistniliśmy natury umysłu. Czy Wasza Świątobliwość mógłby udzielić nam specjalnych instrukcji?
Nie mam żadnych specjalnych instrukcji! Wielcy mistrzowie przekazywali w przeszłości instrukcje Mahamudry, wielkiej doskonałości czy też środkowej ścieżki. Nie mam nic do dodania; niczego, czego nie zawierałyby ich nauki. W rzeczy samej, raz po raz odradzamy się w samsarze, ale nie zrozumieliśmy jej istoty. W naszych umysłach jest wiele myśli. Wykonywaliśmy liczne praktyki wstępne, ale trzy trucizny - przywiązanie, niechęć i głupota - nie osłabły. Dlaczego? Ponieważ do naszych umysłów nie dotarły najważniejsze pouczenia Dharmy. Najważniejsze nauki muszą połączyć się z naszym umysłem. Jak je z nim scalić? Trzeba praktykować to, czego naucza Dharma. Jeżeli praktykuje się nauki, Dharma ma sens. Jeżeli postępuje się zgodnie z nią, można pokonać przeszkody i urzeczywistnić ostateczną mądrość. Nie trzeba znać wielu Dharm. Nie wystarczy sama nazwa "Mahamudra" ani piękne miano "wielkiej doskonałości". Nauki należy stosować. Jeżeli wiele się medytuje, lecz nie wie, jak to robić, i jedynie blokuje myśli - niczemu to nie służy. Najważniejsza jest właściwa praktyka. Medytowanie nie wiedząc, czym faktycznie jest praktyka, w niczym nie pomoże i przysporzy jedynie wielu trudności.
Wasza Świątobliwość, dziękuję za bardzo jasne i głębokie nauki. Co jest antidotum na dumę i zazdrość?
Duma bierze się z wysokiego mniemania o sobie, powiedzmy, przekonania, że jest się przystojnym. Z tego poczucia rodzą się przeszkadzające emocje. Jak to leczyć? Antidotum na dumę jest rezygnacja z samsary. Wyrzeczenie się samsary sprawia, iż nawet jeśli pojawi się duma, zrozumiemy, że niczemu nie służy, że prowadzi do odrodzenia w niższych światach, i natychmiast ją porzucimy. Kluczem jest wyrzeczenie.
Uważam, że aby wyzbyć się zazdrości, należy medytować nad miłością i współczuciem wobec wszystkich istot. Od czasu, który nie ma początku, wszystkie istoty okazywały nam ogromną dobroć. Żywienie wobec nich zazdrości i gniewu nie przynosi żadnych korzyści. Mamy wobec innych dług i dlatego teraz powinniśmy medytować nad miłością i współczuciem. Ogólnie rzecz biorąc, właściwa praktyka tylko jednej Dharmy może być antidotum na wszystkie trucizny - przywiązanie, niechęć i głupotę. Jeśli jednak praktykujemy nieodpowiednio, to nawet znajomość wielu nauk nie uczyni z nich antidotum.
Mam dziś radosny dzień, zbliża się Nowy Rok, życzę więc wam wszystkim wszystkiego najlepszego, TASHI DELEK.
|
|